00:01
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.
00:06
Lato 2010 roku we Wrocławiu z pozoru nie wyróżniało się niczym szczególnym. Było gorąco i słonecznie. W najcieplejszych dniach temperatura sięgała 30 stopni. To skłaniało do długich spacerów, zwłaszcza nad Odrą. Również okoliczne lasy i łąki coraz częściej wypełniały się ludźmi. Także tymi, którzy pojawiali się tam z zupełnie innymi intencjami.
00:36
Czerwiec postawił wrocławskich policjantów na równe nogi. Z miasta zaczęły spływać niepokojące informacje. Do mundurowych zgłaszały się kobiety, które mówiły o grasującym w okolicy gwałcicielu. Z każdym dniem przybywało notatek i dramatycznych próśb o zatrzymanie mężczyzny.
00:58
To, co zaniepokoiło mundurowych, to powtarzający się schemat. Kobiety atakowane były w ustronnych miejscach właściwie o każdej porze dnia. Gwałciciel chował się w zaroślach, za drzewami lub w wysokiej trawie. Zaskakiwał ofiary w najmniej spodziewanych momentach, gdy pogrążone we własnych myślach wybierały się na spacery z psami czy po to, by pobiegać. Atakowane kobiety były w różnym wieku, zarówno po czterdziestce, jak i nastolatki.
01:32
Zupełnie tak, jakby liczyło się tylko to, by w danym momencie wyładować się seksualnie. Była kobieta, był więc atak. Zachodził ją od tyłu, zarzucał ramię na szyję i zaciągał w odosobnione miejsce. Tam zmuszał do częściowego rozebrania się wymachując nożem.
01:56
Było jeszcze coś, co wyróżniało tego gwałciciela na tle innych przestępców seksualnych. Po atakach kazał ofiarom liczyć do stu lub dwustu. Kobiety zawsze miały zakryte oczy, by nie miały szansy na przyjrzenie się napastnikowi. Miał przy sobie plecak z różnymi przedmiotami. Był w nim zeszyt, w którym spisywał dane ofiar. Robił to po wcześniejszym zabraniu im dowodów osobistych. Interesowały go ich imiona, nazwiska, a także wiek.
02:29
Zastraszał kobiety mówiąc im, że jeśli komukolwiek powiedzą o tym, co je spotkało, on je później odnajdzie. Z niektórymi ofiarami mężczyzna próbował rozmawiać, ale to, co było niezmienne, to groźby. Do niektórych mówił podczas gwałtu wprost.
02:49
Jeśli mi się nie spodoba, to cię zabiję.
02:51
Napastnikowi zależało na całkowitym zdominowaniu ofiar. Miały się go bać i posłusznie wykonywać każde polecenie. Krępował im ręce fragmentami podartych koszulek, smyczami czy sznurkami.
03:07
Wszystkim tym, co akurat miał pod ręką. Sam na dłoniach zawsze miał rękawiczki. Jednorazowe, lateksowe. Jeśli ofiara miała przy sobie telefon komórkowy, zabierał go i niszczył. Często też rozrzucał rzeczy osobiste kobiet, by później skupiały się na odnalezieniu ich, a nie na spoglądaniu, w którą stronę uciekł napastnik. Górował nad nimi i doskonale o tym wiedział.
03:38
Mundurowi musieli działać. Utworzona została specjalna grupa, w której skład wchodziło trzech wrocławskich funkcjonariuszy. Współpracowali z prokuraturą, która również widziała powtarzający się schemat.
03:52
Zaczęto analizować wszystkie dotychczasowe sprawy dotyczące przestępstw seksualnych, w tym te, które wydarzyły się w przeszłości. W nadziei, że w którejś z nich pojawił się gwałciciel atakujący również w 2010 roku. W ten sposób śledczy doszli do wniosku, że mężczyzna polował na kobiety od dobrych kilku lat. W zgłoszeniach, które trafiały do mundurowych w całym mieście, przewijały się te same szczegóły.
04:25
Atak w ustronnym miejscu, najczęściej w pobliżu rzeki lub torów kolejowych, podduszanie, zastraszanie, a na głowie sprawcy czapka z daszkiem, do tego grożenie nożem i zasłanianie twarzy.
04:41
Opisy dotyczące wyglądu gwałciciela znacznie się od siebie różniły. Dla jednych ofiar był on niezbyt wysokim mężczyzną, dla innych miał dosyć masywną budowę. Przygotowywane portrety pamięciowe niewiele miały ze sobą wspólnego. Mogło wynikać to z tego, że jednak ofiary miały zasłonięte oczy i przez materiał, nawet jeśli prześwitywał, nie były w stanie dokładnie przyjrzeć się napastnikowi.
05:12
Część z nich widziała mężczyznę tuż przed atakiem, gdy wyłonił się z zarośli i pewnym krokiem podszedł do ofiary. Ale pojawienie się gwałciciela, a samą napaść dzieliły zaledwie sekundy. To za mało, by dokładnie zapamiętać czyjś wygląd. Wciąż brakowało punktu zaczepienia, który pomógłby w rozwiązaniu tej sprawy i w zatrzymaniu niezwykle groźnego człowieka. Analizowane zgłoszenia nie zdradziły szczegółów, które pozwoliłyby na ustalenie tożsamości sprawcy.
05:48
A ten, nie mając pojęcia, że policja intensywnie pracuje nad jego schwytaniem, atakował kolejne kobiety. W samym czerwcu 2010 roku zgłosiły się co najmniej cztery kolejne ofiary. Opis każdej z tych spraw idealnie pasował do działalności poszukiwanego zwyrodnialca.
06:13
Grupa zajmująca się ściganiem gwałciciela poprosiła wszystkie komisariaty w mieście o przesyłanie wszelkich informacji dotyczących ataków seksualnych na kobiety. Z tych zgłoszeń śledczy wyciągali te, które pasowały do przestępstw popełnianych przez ściganego mężczyznę w czapce z daszkiem.
06:34
Liczył się każdy szczegół, każdy najmniejszy dowód. Choć w niektórych miejscach znajdowano chociażby fragmenty ubrań lub ślady biologiczne, śledztwo nadal stało w miejscu. Policjantom udało się jednak dotrzeć do kilku kobiet, które przed 2010 rokiem również zostały zgwałcone. Ich relacje pasowały do tych napływających na bieżąco do komisariatów. Niektóre ofiary chętnie rozmawiały ze śledczymi, dzieliły się informacjami, a także tym, co zapamiętały.
07:12
Ale były i takie, dla których wspomnienie o tym, co się wydarzyło, było zbyt bolesne. Pojawiały się łzy, omdlenia i chęć wymazania z pamięci tych koszmarnych ataków. Mundurowi patrolowali wszystkie miejsca, w których mógł atakować poszukiwany sprawca. Wysyłano nawet policjantkę w przebraniu, by spróbować wywabić gwałciciela z ukrycia.
07:39
Jednocześnie wszystkie te działania prowadzone były w tajemnicy przed mieszkańcami Wrocławia. W obawie przed wybuchem paniki funkcjonariusze nie chcieli informować o trwającej serii gwałtów. Tym samym udało im się również sprawić, by w nieświadomości pozostawał sam sprawca. Nie miał pojęcia, że spora część Wrocławia była pod ścisłą obserwacją. Ale takie działanie miało swoją drugą, znacznie gorszą stronę.
08:12
Bo mieszkanki miasta, nie wiedząc o grasującym gwałcicielu, nie miały szansy na to, by odpowiednio reagować i na przykład unikać konkretnych lokalizacji. Każdego dnia wychodząc na spacer po okolicy, były narażone na niebezpieczeństwo.
08:35
Remigiusz Korejwo, jeden z policjantów pracujących nad sprawą, po latach w rozmowie z portalem TuWrocław tak to tłumaczył.
08:43
Wszystko ma dwa końce. Muszą zgadzać się cyferki, chodzi o statystyki. Policji nie jest na rękę informowanie mediów, że jest ktoś, kto gwałci, a tym bardziej, że to może być seryjny gwałciciel. Dla nas, policjantów, którzy działali przy sprawie, też się to wydało bardzo dziwne. Typowaliśmy coraz więcej zdarzeń pasujących do naszego jeszcze wtedy nieuchwytnego seryjnego gwałciciela. I niestety policjanci, którzy pracują w terenie, ci tropiciele potwierdzą, że nie bierze się pod uwagę hipotez i nie przekazuje się ich wyżej. Nie upublicznia się ich, bo to może wywołać strach w społeczeństwie.
09:14
A przełożeni, ci, którzy w policyjnej hierarchii są najwyżej, panicznie boją się słowa seryjne. Nas też zdziwiło to, że w mediach nie było żadnej wzmianki o żadnych gwałtach przez x lat. Na początkowym etapie śledztwa nie mogliśmy też sami poinformować o tym mediów. Takie polecenie może wydać tylko prokurator albo ktoś na górze w policji.
09:32
Śledczy nie mieli wątpliwości, że sprawca doskonale znał topografię miasta. Wiedział, gdzie i jak się poruszać, by nie zarejestrowały go kamery monitoringu. Śledczy powtarzali, że przypominał ducha, a ducha ciężko jest złapać. Po każdym zgłoszonym gwałcie policjanci skrupulatnie przeszukiwali wskazane przez ofiary miejsca. Zdarzało się, że natykali się na przedmioty, które mogły nosić ślad DNA.
10:05
Były to rozerwane bluzki, bielizna czy inne fragmenty odzieży. Należały do skrzywdzonych ofiar, ale dotykał ich również sprawca. Na jednej ze skarpet udało się odnaleźć ślad biologiczny. Na porównanie go z potencjalnym sprawcą, policjanci czekali do września 2010 roku.
10:34
Jedna z mieszkanek Wrocławia o poranku wybrała się na spacer z psem. Były to okolice ulicy Klasztornej, gdzie tuż obok znajduje się park. W pewnym momencie kobieta usłyszała za sobą szybki i zdecydowany chód. Gdy się odwróciła, zobaczyła mężczyznę, który w jednej dłoni trzymał nóż. Na głowie miał czapkę z daszkiem w kolorze malinowym. Twarz miał zasłoniętą, przez co kobieta nie mogła mu się dokładnie przyjrzeć.
11:07
Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, usłyszała pytanie.
11:12
Ile masz lat?
11:13
Zaskoczona kobieta odparła, że 60. I wtedy kolejny szok. Zamaskowany napastnik po prostu odszedł. Zniknął wśród drzew, z których chwilę wcześniej się wyłonił. Nie przydusił, nie powalił na ziemię, nie zgwałcił i nie kazał odliczać do stu. Po prostu odszedł. Ale kobieta nie zamierzała tak tego zostawiać. Już chwilę później rozmawiała z policją i przekazała wszystkie potrzebne informacje.
11:45
Dzięki jej czujności i rozsądkowi gwałciciel niedługo po tym został zatrzymany.
11:54
Gdy kobieta zgłosiła sprawę mundurowym, na miejsce przyjechał patrol, który był w pobliżu. Nie doszła ofiara, wsiadła do radiowozu, który zaczął okrążać okolice. W pewnym momencie kobieta powiedziała, że widzi napastnika. Był to ten sam mężczyzna w malinowej czapce, którego spotkała w trakcie spaceru. Natychmiast został zatrzymany.
12:22
Podejrzewany trafił na komisariat na krzykach. Ściągnięto tam funkcjonariuszy wchodzących w skład specjalnej grupy ścigającej seryjnego gwałciciela. Wygląd zatrzymanego był sporym zaskoczeniem, bo sprawiał wrażenie zupełnie niepozornego. Często się uśmiechał, a jego twarz choć pokryta bliznami, miała raczej łagodny wyraz. W kontrze do tych fizycznych cech stała jednak postawa mężczyzny.
12:53
Od razu zapowiedział policjantom, że nie zamierza z nimi rozmawiać. Miał przy sobie plecak, który natychmiast został przeszukany. W środku odnaleziono między innymi mapę Wrocławia, prezerwatywy, a także pornograficzne gazetki. Choć było jeszcze przed przesłuchaniem i porównaniem materiału DNA, policjanci nie mieli żadnych wątpliwości.
13:21
Zatrzymali właściwego człowieka. Był nim Andrzej Eś. Z Andrzejem Eś po raz pierwszy rozmawiałam kilka miesięcy temu przed nagraniem tego reportażu. To ja się z nim skontaktowałam, bo chciałam usłyszeć od niego samego, kim jest i dlaczego w tak okrutny sposób krzywdził inne kobiety.
13:45
W chwili zatrzymania Andrzej Eś miał 34 lata. Mieszkał z rodzicami, nie miał własnego pokoju ani nawet łóżka. Spał na materacu, który znajdował się przy ławie, w jednym pomieszczeniu ze swoją matką. W rozmowie ze mną mężczyzna zapewnia, że jego życie od początku kształtowały dwa czynniki – bieda i alkohol.
14:10
Proszę panią, ja byłem środkiem, kiedy przemocy domowej, byłem ofiarą przemocy domowej, był alkohol w domu i byłem środkiem, jak mój tatuś walczył już babę. I ja do tego się napatrzyłem, byłem środkiem, przychodzili różni ludzie, poza tym ja pochodzę z... Są osiedla, które można was określić jako slamsy. No wówczas to były, bo teraz się trochę to towarzysztwo rozjechało, ale nie miałem tego towarzysztwa niż byli kryminaliści, módli recetywniści, głównie za komuny siedzący, którzy wbijali mi różne rzeczy.
14:48
W niektórych przypadkach dobrze, w niektórych źle.
14:51
Bandytą.
15:17
Pierwsze sygnały o tym, że Andrzej może wejść na przestępczą ścieżkę pojawiły się już w szkole. Jak sam mówi, szybko zaczął przejawiać agresywne zachowania.
15:29
Powiem panie tak, pobiłem rekord wszystkich chłopaków z podwórka, wybiłem wszystkie symy u mnie w szkole. W szkole ja bardzo miałem wysoką agresję. To wyniosłem z domu bardzo wysoką agresję, która stopniową była wtedy. Jeśli wyczułem, że miałem jakąś przewagę nad kimś, to miałem lipę. I to, co jest ciekawe, oni się mnie tak bali bardzo, ale ja w zasadzie nikogo nie dałem. Pokazówek, którą wykonywałem, wtedy jeszcze nie rozumiałem, to ja to rozumiem, że to jest taki podjazd psychologiczny, powodowała, że się po prostu panicznie mnie bali.
16:08
To, o czym mówił Andrzej Eś, znajduje potwierdzenie właśnie w jego mieszkaniu, zaniedbanym, wypełnionym różnymi przedmiotami, które ciężko było wyminąć. Ale wśród tych wszystkich na pozór zbędnych rzeczy, które z tego lokum zrobiło prawdziwą graciarnię, wyłonił się obraz, który zszokował nawet doświadczonych policjantów. Po tym jak Andrzej został zatrzymany, funkcjonariusze zdecydowali się na przeszukanie wspomnianego mieszkania i znaleźli tam notatnik, w którym odkryli wstrząsające zapiski.
16:47
Były tam precyzyjnie przygotowane tabelki, każda oznaczała co innego. Mężczyzna zapisywał tam daty, imiona, miejsca, szczegóły dotyczące kobiecych ciała, także wiek. Obok rysował ludziki, które ukazane były w konkretnych pozach seksualnych. Policjanci zaczęli liczyć. 1, 2, 3, 4, 30, 50, 70, 96. Tyle imion, dat i miejsc znalazło się w ujawnionych notatkach.
17:28
Czy to możliwe, że był to zapis gwałtów, których dokonał Andrzej Eś? Jeśli tak, oznaczałoby, że miał na sumieniu aż 96 kobiet. On sam twierdzi, że te wszystkie notatki były jedynie zapisem jego fantazji.
17:47
Nie ma żadnego notatku. To jest policja, to jest fikcja, to jest bzdura. Oni złapali osiem, ale ja lubowałem się w pornografii. Byłem uzależniony od filmów pornograficznych i je opisywałem, a nie przestępstwa. Nie prowadzę takich dzienników. Jeśli coś zawywijam, a pamiętam, mam to w głowie. I to bardzo dokładnie.
18:09
Wśród tych wszystkich tabeli i rysunków było coś jeszcze. Na niektórych stronach pojawiło się coś, co nazwano zarządzeniem. W dosyć chaotycznie sformułowanych wpisach wyłaniał się obraz czegoś, co wyglądało na zbiór zasad, którymi miał się kierować mężczyzna.
18:28
Bóg zwalnia mnie z grzechu gwałtu na kobiecie. W czasie pokoju mogę gwałcić kobiety, ale w czasie wojny mogę gwałcić i zabijać.
18:38
Według Andrzeja Eś, choć te słowa faktycznie znalazły się w jednym z jego zeszytów, nie były one odzwierciedleniem jego własnych myśli, a jedynie cytatem, który wcześniej przeczytał i postanowił zanotować. Podczas przesłuchania Andrzej Eś początkowo do niczego się nie przyznawał. Był zresztą przekonany, że policjanci nic na niego nie mają i wkrótce wyjdzie na wolność. Mundurowi musieli do niego w jakiś sposób dotrzeć, sprawić, by zechciał z nimi rozmawiać.
19:13
Stworzyli więc atmosferę niemal przyjacielską. Mówili do niego na ty, zapewniali, że nikt wcześniej nie zgwałcił tyle kobiet, co on. Chcieli, by poczuł się przez chwilę dumny z tego, co robił, by zaczął się chwalić, otwierać i opowiedzieć o wszystkich atakach.
19:35
Zło. Zbrodnia łowca o wiary.
19:41
Ta taktyka okazała się skuteczna, bo wreszcie Andrzej Eś przyznał się do napaści na kobiety. Podczas zorganizowanych wizji lokalnych dodatkowo pokazał, w jaki sposób polował na ofiary, obezwładniał je, a następnie wykorzystywał seksualnie.
20:00
Demonstrował to na podstawionym manekinie. Jego zeznania, których jest naprawdę sporo, znajdują się w pokaźnych aktach sądowych zgromadzonych we Wrocławiu. Zapoznałam się z nimi, ale ich treści opinia publiczna nigdy nie pozna, bo sąd nie zgodził się na ich opublikowanie. Podobnie zresztą jak zeznań ofiar czy świadków. Wszystko dlatego, że proces gwałciciela odbywał się za zamkniętymi drzwiami.
20:32
To po to, by chronić skrzywdzone kobiety. W rozmowie ze mną Andrzej Eś mówi wprost, gwałciłem kobiety, ale nie tyle, ile twierdzi policja.
20:46
Skrzywdził pan kobiety? Tak. Gwałcił pan?
20:50
Tak.
20:51
Jest pan w stanie na dzisiaj powiedzieć, w 2026 roku, ile było ofiar?
20:57
Powiedzieć pani szczerze?
21:00
Nie pamiętam. Ale mówimy o kilkunastu, kilkudziesięciu?
21:08
Według prokuratury Andrzej Eś doskonale przygotowywał się do wszystkich ataków. Wcześniej analizował teren, obserwował ofiary, nosił za sobą strój na zmianę, a ten, który miał na sobie w chwili ataku, palił. On sam twierdzi, że nigdy nie wrzucał do ognia własnych ubrań, ale przyznał, że była jedna rzecz, która sprawiała, że nie gwałcił ofiary.
21:34
A dlaczego? Bał się pan, czy o co chodziło?
21:53
to pani też by odpuściła. Mimo wszystko ja jestem osobą świadomą. Wolałem odpuścić, mieć większe problemy niż miałem.
22:02
W rozmowie ze mną Andrzej Eś przyznał się do opracowania mapy Wrocławia, która pomagała mu w kolejnych atakach. W przypadku jednego z gwałtów, jak mówi, policja była bliska schwytania go i to niemal na gorącym uczynku.
22:18
Skonstruowałem faktycznie mapę, ale ona nie miała zaznaczonych miejsc ataku. Ta mapa była służona do punktów ucieczek i miejsc zaznaczonych się, skąd mogła nadciągnąć policja. Ściągnąłem 16-latkę, zrobiłem 3 minutówkę, przestępstwo już jest zakwalifikowane, puściłem ją, zawinąłem się i na blokach podjechał do mnie radiowóz, bus.
22:48
Dwóch lidiarzy w środku, ciemno, tacy jest oświetlony, on stoi może gdzieś w metrowotekie. Popatrzyli się, to się pogadali i odjechali. Mieli mnie jak na tacy, nie byłbym w stanie nie uciec, odjechali. Bo szedłem normalnie, zachowywała się normalnie, w zasadzie na mistrę. Nie uciekałem, nie biegłem nic, nie robię, więc potraktowali mnie. Nie jak sprawca.
23:12
Czym jest to trzy minutówka, o której pan mówi?
23:14
Trzy minutówka to jest rozebranie klientki, wejście w nią i wyjście.
23:18
Andrzej Eś zapewnia również, że nigdy nie podduszał swoich ofiar, choć takie informacje przekazała później policja. Według niego skupiał się na zastraszaniu. To właśnie lękiem chciał zdominować kobiety.
23:35
Po zatrzymaniu Andrzeja Eś policja zgromadziła całkiem pokaźny materiał dowodowy, który posłużył do przygotowania aktu oskarżenia. I choć sam mężczyzna przekonuje dziś, że żadna z ofiar nie rozpoznała go na okazaniu, z informacji medialnych, które przekazali pracujące nad sprawą policjanci wynika coś zupełnie odwrotnego. Według funkcjonariuszy to właśnie Andrzej Eś został wskazany przez część kobiet, które rozpoznały go głównie po głosie.
24:07
Po przygotowaniu aktu oskarżenia i postawieniu zarzutów Andrzej Eś stanął przed sądem. Przy okazji weszło na jaw, że pierwszego ataku seksualnego dopuścił się już w 1995 roku. Miał wówczas niecałe 20 lat. Był też wielokrotnie zatrzymywany za inne przestępstwa.
24:33
Bez względu jednak na to, ilu gwałtów się dopuścił, groziło mu maksymalnie 15 lat więzienia. Nawet jeśli prokuratura wykazałaby, że skrzywdził seksualnie blisko 100 kobiet, również trafiłby za kratki na wspomniane 15 lat, bo taka była możliwie najwyższa kara za gwałt. I tak jak wspomniałam, proces Andrzeja Eś został utajniony i toczył się za zamkniętymi drzwiami.
25:01
Napróżno dziś w mediach szukać nieocenzurowanych zdjęć mężczyzny czy jakichkolwiek materiałów z rozpraw. Pozostaną one tajemnicą. Wiadomo jedynie, że Andrzej Eś chciał bronić się sam. Choć proces objęty był tajemnicą, to sam wyrok już nie. Andrzej Eś został ostatecznie uznany za winnego dokonania blisko 20 gwałtów i usiłowań i skazano go właśnie na 15 lat więzienia.
25:32
Gdy rozmawiałam z nim po raz pierwszy, przyznał, że zasłużył na karę i nigdy nie podważał samego wyroku. Nie uważa jednak samego siebie za najgorszego seryjnego gwałciciela w historii Polski. Jego zdaniem są w kraju znacznie gorsze osoby od niego.
25:53
Ten wyrok nie zamknął jednak historii Andrzeja Eś. W 2025 roku mężczyzna zakończył odbywanie wyroku, a sąd w Bydgoszczy uznał, że mimo to nie będzie mógł wyjść na wolność. Trafił za to do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dysocjalnym.
26:14
W komunikacie sądu czytamy Sąd Okręgowy I Wydział Cywilny wydał postanowienie, w którym uznał uczestnika za osobę stwarzającą zagrożenie w rozumieniu ustawy z 22 listopada 2013 roku o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzającymi zagrożenie życia, zdrowia oraz wolności seksualnej innych osób i orzekł umieszczenie uczestnika w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dysocjalnym.
26:45
Sąd również zarządził pobranie od uczestnika wymazu ze śluzówki policzków w celu przeprowadzenia analizy DNA, odcisków linii papilarnych, wykonanie zdjęć, szkiców i opisów wizerunku uczestnika, oraz umieszczenie wyników analizy DNA, odcisków linii papilarnych, zdjęć, szkiców i opisów wizerunku uczestnika w bazach i zbiorach danych, o których mowa w ustawie z 6 kwietnia 1990 roku o policji.
27:17
Decyzję bydgoskiego sądu w tej sprawie podtrzymał również Sąd Apelacyjny w Gdańsku.
27:24
Zdaniem samego zainteresowanego, umieszczenie go w tak zwanym ośrodku dla bestii jest decyzją niesprawiedliwą i krzywdzącą. Zamierza zresztą ją zaskarżyć do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Póki co jednak najbliższe miesiące, a może i lata, spędzi właśnie w tym ośrodku. A tam, podobnie jak inni pacjenci, przechodzi terapię. Jak twierdzi, to właśnie dzięki niej zaczął rozumieć, jak ogromną krzywdę wyrządził swoim ofiarom.
27:57
Wcześniej, jak mówi, postrzegał kobiety przedmiotowo, bo wychował się na pornografii.
28:03
Jeśli pacjent w czasie terapii nie zrozumie, co zrobił... To taka terapia nie ma żadnego sensu. Szkoda, to było dopiero po latach, jak przekierowałem to empatyczne postrzeganie uczuć i tak dalej, osób, czyli prokuratorów sądu i tak dalej, żeby się bronić na ofiary. Proszę mi wierzyć, było bardzo trudno. Nadal jest.
28:32
Andrzej Eś mówi dziś, że jeśli kiedykolwiek wyjdzie z Gustynina, to wyjedzie z kraju i chciałby stworzyć normalny związek z kobietą, bo już w przeszłości był w takiej relacji. Według policjanta, który był w grupie ścigającej wrocławskiego gwałciciela, jakakolwiek resocjalizacja w tym przypadku jest mało prawdopodobna. Żurzu, bo takim a pseudonim funkcjonariusz, w rozmowie z portalem onet.pl mówił,
29:01
Wszyscy wiemy, jaki to jest zawodnik. Nie wierzę w jego przemianę. Jeśli wyjdzie na wolność, znów to zrobi, znów będzie gwałcił. To było całe jego życie. On tego nie odpuści, ale najpierw będzie się musiał dobrze przygotować do powrotu, bo podczas jego odsiadki Wrocław się zmienił i miejsca, w których atakował, wyglądają inaczej.
29:18
Zresztą jeszcze przed decyzją sądu w sprawie umieszczenia Andrzeja Eś w Gostyninie pojawiła się w mediach informacja, że mężczyzna miał grozić jednej z policjantek. Według tych doniesień powiedział, że jak wyjdzie to ją zgwałci, będzie następna. Miał również dodać, że po opuszczeniu więzienia nie będzie już tylko gwałcił, ale również zabijał.
29:45
On sam twierdzi, że nigdy czegoś takiego nie powiedział, a media wielokrotnie fałszowały informacje dotyczące jego zbrodni, odpowiednio je koloryzując. Na przykład wtedy, gdy podawały, że w swoich działaniach inspirował się filmami kryminalnymi. Jak mówi, była to bzdura, bo filmy kryminalne nigdy nie były w sferze jego zainteresowań.
30:11
Andrzej Eś zapewnia, że dziś nie stanowi już żadnego zagrożenia dla społeczeństwa. Gdy zapytałam go, czy powinnam się obawiać o swoje bezpieczeństwo, gdybyśmy usiedli w ośrodku w Gostyninie przy jednym stole, odparł, że nie. Ale tych zapewnień nie podzielił sąd, który uznał, że mężczyzna nie może wrócić do społeczeństwa, przynajmniej na razie. Takiej weryfikacji Andrzej Eś będzie poddawany co pół roku, bo decyzja o umieszczeniu w ośrodku dla bestii nie określa terminu wyjścia na wolność.
30:47
Jeden ze scenariuszy zakłada, że wrocławski gwałciciel już nigdy nie opuści Gostynina. Choć on sam mówi mi wprost, nie jestem sadystą, zdaniem biegłych, którzy go badali, mężczyzna przejawia raptofilię, czyli jest w stanie osiągnąć satysfakcję seksualną tylko wtedy, gdy stosuje przemoc lub gwałt.
31:12
Jakiś czas temu na platformie Netflix ukazał się serial dokumentalny Będziesz Następna właśnie o sprawie Andrzeja Eś. On sam twierdzi, że choć nie oglądał tej produkcji, to nie wyklucza pozwania jej autorów.
31:29
Zło. Zbrodnia Łowca Owiara.